Brama Morawska
Miejsca

Brama Morawska

Na niebie jesienią pojawiają się stada wędrownych ptaków. Z północy na południe i ze wschodu na zachód przeciągają przez nasz kraj stada gęsi, klucze żurawi, „chmury” szpaków i jaskółek. Ten przyrodniczy fenomen zawsze robi na oglądającym wielkie wrażenie. Ale są i inne, ciche wędrówki zwierząt i roślin. Jednym z miejsc, przez które odbywa się takie wielkie i ciche wędrowanie jest Brama Morawska.

Brama Morawska koło Raciborza: na pierwszym planie Płaskowyż Rybnicki, na środkowym Dolina Odry, na horyzoncie Płaskowyż Głubczycki

Wielkie wędrówki

W okresie zlodowaceń roślinność naszego kraju schroniła się w cieplejsze regiony geograficzne, leżące na południe od Karpat i Sudetów, między innymi na Morawy. Kiedy lodowiec cofał się na północ, roślinność ta zaczęła do nas powracać. Naturalnym korytarzem dla migrującej na północ flory stała się między innymi Brama Morawska – obniżenie oddzielające Sudety od Karpat.

Rozpoczęta wówczas wielka wędrówka roślin trwa do dzisiaj! Wzdłuż doliny Odry, Bramą Morawską wędrowały i wędrują mchy, paprocie, zioła, krzewy i drzewa. Najdobitniej na ten kierunek wędrówki roślin wskazuje współczesne rozmieszczenie takiej ciepłolubnej rośliny jak kotewka orzech wodny. Naturalnymi stanowiskami tej rośliny można by dosłownie wypunktować obszar Nadodrza: od okolic Ostrawy (jeszcze w Czechach), poprzez okolice Raciborza, Opola, Jelcza, Lubiąża, Ścinawy i dalej, aż za Głogów. Inny przykład rośliny migrującej Bramą Morawską to cieszynianka wiosenna, która jednakże zawędrowała niewiele kilometrów w głąb Polski.

Podobnie jak rośliny Bramą Morawską przemieszczały się – i nadal wędrują – także zwierzęta. Oprócz spektakularnych corocznych migracji ptaków, mamy przykłady i na ekspansje terytorialne Bramą Morawską z południa na północ. Ze ssaków dotyczy to piżmaka, który przybył na Górny Śląsk z Czech około roku 1924 (a potem rozprzestrzenił się na całą Polskę). Z ptaków wymieńmy kląskawkę, której największe zagęszczenie par lęgowych jeszcze w latach 80. ub. wieku występowało na Śląsku, m.in. właśnie w rejonie Bramy Morawskiej, w okolicach Raciborza. Prawdopodobnie także Bramą Morawską wędrowały i rozprzestrzeniały się w Polsce takie ciepłolubne gatunki jak pająk tygrzyk paskowny, czy pluskwiak strojnica włoska. Jeszcze pół wieku temu uchodziły one u nas za wielką rzadkość, dziś należą do gatunków szeroko rozpowszechnionych i miejscami bardzo licznych.

Czapla złotawa

Wreszcie warto wspomnieć, że i dla ludzi Brama Morawska stanowiła jeden z najważniejszych szlaków osadnictwa.

„Poodr I ”
Z przyrodniczych wypraw do Bramy Morawskiej najbardziej utkwiły mi w pamięci trzy obszary: Pierwszy z nich leży najbardziej na południe, bo w Republice Czeskiej. To CHKO „POODR I” – odpowiednik polskiego parku krajobrazowego, obejmujący dolinę rzeki Odry na południe od Ostrawy.

Meandry, meandry, meandry… Znając skanalizowaną część środkowej Odry byłem zachwycony jej naturalnym przepływem na „Poodr i”. Tropy wydry oraz śmigające nad wodą zimorodki tylko potwierdzały naturalność tutejszej Odry.

Na jednym z kompleksów stawów „Poodr i”, leżących równolegle do rzeki, udało mi się spotkać i sfotografować czaplę złotawą. Ten bardzo rzadki ptak ostatnio powiększa obszar swojego występowania w Europie. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza stwierdzono go również kilkakrotnie w Polsce, głównie w zachodniej części, a rozkład obserwacji skłania do przypuszczeń, że przybywa on do nas przez… Bramę Morawską.

Innym rarytasem, który zobaczyłem po raz pierwszy w życiu na „Poodr i” był niepozorny storczyk – kruszczyk połabski. Jeszcze w drodze powrotnej do domu odkryłem nowe stanowisko tego gatunku w Łęgu Zdzieszowickim na Opolszczyźnie, a niewiele dni potem, wraz z kolegą odkryliśmy go na Wzgórzach Trzebnickich w powiecie wołowskim. Patrząc na mapę stanowisk tego gatunku zamieszczoną w Polskiej Czerwonej Księdze Roślin, łatwo można dojść do wniosku, że i ten gatunek, rozmieszczony głównie wzdłuż doliny Odry, przybył do nas przez Bramę Morawską.

„Łężczok”

Drugi obszar to najcenniejszy rezerwat przyrody nad polskim odcinkiem górnej Odry – „Łężczok”. Większą część rezerwatu zajmuje kompleks stawów rybnych założony na starorzeczach Odry już w XIII wieku przez cystersów. Ornitologicznym rarytasem tych akwenów jest hełmiatka – rzadka kaczka, znana jedynie z nielicznych miejsc lęgowych w Polsce. Dendrologiczną osobliwością rezerwatu jest „Aleja Husarii Polskiej”. Rośnie tu około tysiąca drzew z dwudziestu gatunków, w tym około sto o wymiarach pomnikowych; głównie dęby i buki. Najstarszy z tutejszych dębów liczy sobie z górą czterysta lat i ma 7,15 metra obwodu. Pamięta zapewne poranek 23 sierpnia 1683 roku, kiedy tą właśnie aleją, przez stawowe groble z husarią polską przejeżdżał król Jan III Sobieski zmierzający na odsiecz wiedeńską.

Mniejszą, ale nie mniej przyrodniczo interesującą częścią rezerwatu jest odrzański las łęgowy (notabene od „łęgu” pochodzi nazwa tego rezerwatu). Pewną wiosną przybyłem tu, aby sfotografować cebulicę dwulistną – nieprzeciętnej urody i rzadkości roślinę. Lasy rezerwatu są miejscem jej najliczniejszego występowania w południowo-zachodniej Polsce.

Góra „Widok”

Leżącą w Bramie Morawskiej, nieopodal Raciborza Górę Widok odwiedzam w pewnym roku trzykrotnie. Jest to góra leżąca na zachodnim brzegu Płaskowyżu Rybnickiego, stromo opadającego w dolinę Odry. Porastają ją cieniste lasy kryjące wiele botanicznych ciekawostek. Po raz pierwszy zjawiam się na Widoku w początkach kwietnia. Spośród florystycznych osobliwości udaje mi się wówczas zobaczyć kłosy zarodnionośne skrzypu olbrzymiego, kwitnącą kokorycz pełną oraz albinotyczny okaz miodunki ćmej.

Drugą wizytę na Widoku zaliczam w początkach maja. Chcę sfotografować oryginalną roślinę południa Polski – obrazki alpejskie. Niestety, jest wczesna wiosna i obrazki już w zasadzie przekwitły. Trzeba się nieźle natrudzić, aby znaleźć jeden jedyny okaz jeszcze kwitnący. Inną rośliną w pełni rozwiniętą o tej porze jest żywokost bulwiasty – świetny przykład górskiej rośliny wędrującej Bramą Morawską na niż.

Również podczas mojej trzeciej wizyty na Widoku głównym „punktem programu” są obrazki alpejskie. Tyle że teraz, w początkach sierpnia, chodzi mi o rośliny owocujące. Tym razem mam znacznie więcej szczęścia niż przed trzema miesiącami. A widok jakim obdarza mnie matka natura jest tajemniczy i porażający jednocześnie. Stoję i patrzę jak oniemiały. Na dnie mrocznego lasu, pod okapem gęstego baldachimu liści stoi kilka tysięcy(!) małych latarenek. Mam dziwne realne-nierealne wrażenie, że należą one do leśnych skrzatów. To ta tajemniczość widoku. A porażenie? Otóż, po chwili przychodzi refleksja, że są to miniaturowe drogowe światła sygnalizacyjne. I wszystkie zapalone na czerwono! Więc nadal stoję i patrzę jak oniemiały.

Brama Morawska… Nigdy nie zapomnę tej letniej nocy, w którą zabrał mnie mój dobry znajomy. Byliśmy na płaskowyżu, na wschodnim krańcu Bramy. Znajomy pozostawił mnie przy drodze na jakiś czas samego, a sam poszedł po mleko. Nade mną świeciła Droga Mleczna. Miriady gwiazd. Przeszedł mnie dreszcz emocji. Uczucie niemal mistyczne. Chyba jeszcze nigdy nie byłem tak blisko nieba. Spojrzałem na odległy zachodni kraniec Bramy. A tam, na innym płaskowyżu świeciły niezliczone światła ludzkich siedzib i latarń. Jakby wszystkie chciały oświetlić Bramę Morawską – szlak wędrówek roślin, zwierząt i… ludzi.