Barwna woda Kolorowych Jeziorek w dawnym wyrobisku kopalni pirytu w Rudawach Janowickich
Miejsca

Druga zmiana natury — pięć dolnośląskich miejsc, w których przyroda przejmuje to, co zbudował człowiek

Kiedy człowiek kończy pracę, przyroda zaczyna swoją drugą zmianę. Zalewa wyrobiska i barwi je związkami metali, obsiewa hałdy brzozami, wciska korzenie między mury rozbójniczego zamku, a czasem — jakby dla żartu — wysyła dziki na miejski skwer. Jesień to najlepszy moment, żeby obejrzeć tę zmianę warty: ułożyliśmy trasę po pięciu dolnośląskich miejscach, w których granica między naturą a dziełem człowieka właśnie się zaciera. Zaczynamy od najbarwniejszego dowodu — Kolorowych Jeziorek w Rudawach Janowickich.

Wszystkie pięć miejsc łączy jeszcze jedno: żadne nie należy do pierwszej ligi turystycznych hitów, choć każde mogłoby. To mniej znane miejsca polsko-czeskiego pogranicza, opisywane w ramach transgranicznego projektu Interreg — miejsca, do których jedzie się nie „bo wypada”, tylko z ciekawości. Dla przyrodnika każde z nich jest osobnym studium sukcesji, geologii albo relacji ludzi i zwierząt.

Kolorowe Jeziorka — chemia, która maluje po kopalniach

Turkusowa toń Błękitnego Jeziorka otoczona lasem na zboczu Wielkiej Kopy
Kolorowe Jeziorka, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Na zboczu Wielkiej Kopy koło Wieściszowic przez sto czterdzieści lat — od 1785 do 1925 roku — trzy kopalnie o pięknych imionach „Nadzieja”, „Nowe Szczęście” i „Gustav” wydzierały górze piryt, przerabiany później na kwas siarkowy. Gdy złoża się skończyły, w lejowate wyrobiska weszła woda — i zaczęła się chemia, jakiej nie powstydziłoby się laboratorium. Tak powstały cztery jeziorka na czterech wysokościach: okresowe Żółte (pachnące siarką), Purpurowe — największe, o czerwonym lustrze zabarwionym związkami żelaza i miedzi, turkusowe Błękitne z dwudziestometrową głębią i najwyżej położone, kapryśne Zielone.

Dla przyrodnika najciekawszy jest kontrast martwego i żywego. Purpurowe Jeziorko to chemicznie rozcieńczony kwas siarkowy — kąpiel jest surowo zabroniona, a woda pozbawiona życia. Ale już przy łagodniejszym Błękitnym pojawiają się wodne organizmy, a latem — jak głoszą relacje — salamandry plamiste, najefektowniejsze płazy polskich lasów. Kilkaset metrów różnicy, dwa różne światy.

Praktycznie: pętla z parkingu w Wieściszowicach to zaledwie 1,9 kilometra przy 98 metrach podejścia — spacer, nie wyprawa. Wstęp jest bezpłatny (teren Lasów Państwowych), parkingi kosztują około 10 zł. Jesień to obok wiosny najlepszy moment: woda stoi wysoko, kolory grają najmocniej, a tłumów już nie ma. Kto chce więcej, idzie dalej zielonym szlakiem na Wielką Kopę (871 m n.p.m.).

Kamieniołom w Strzelinie — 123 metry w głąb i jezioro, które czeka

Tarasy skalne i turkusowe jezioro na dnie ogromnego kamieniołomu granitu w Strzelinie
Kamieniołom granitu w Strzelinie, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

W Strzelinie widać etap wcześniejszy: tu człowiek jeszcze nie skończył, a natura już ustawia się w kolejce. Miejscowy kamieniołom granitu to najgłębsze czynne wyrobisko granitowe w Europie — 123 metry poniżej poziomu terenu, niecka długa na 650 metrów. Kamień łupano tu już w średniowieczu (cech skalników wzmiankowany w 1292 roku), a strzeliński granit — skała z karbonu, licząca około 303 miliony lat — trafił między innymi na schody berlińskiego Reichstagu i warszawski Most Poniatowskiego.

Najciekawsze dzieje się jednak w starszej części wyrobiska. Od 2011 roku zaprzestano tam odwadniania i na dnie urosło jezioro o pojemności około 5,1 miliona metrów sześciennych — naukowcy analizują je dziś jako zbiornik retencyjny na czasy suszy. Czynna część zakładu wciąż wydobywa ponad milion ton granitu rocznie, więc na teren wejść nie można — ale całoroczny, bezpłatny punkt widokowy przy ulicy Mikoszowskiej daje widok, od którego kręci się w głowie: industrialny amfiteatr z turkusowym okiem na dnie. Raz w roku, podczas wrześniowego Święta Strzelina, zakład prowadzi bezpłatne wycieczki po krawędzi wyrobiska.

Gromnik — las, który strawił zamek rozbójników

Drewniana wieża widokowa wznosząca się ponad korony drzew na szczycie Gromnika
Wieża widokowa na Gromniku, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Kilkanaście kilometrów od Strzelina, nad patchworkiem pól Przedgórza Sudeckiego, wyrasta zalesiony Gromnik (393 m n.p.m.) — najwyższy punkt Wzgórz Strzelińskich. W XV wieku stał tu zamek o wyjątkowo paskudnej reputacji: wzniesiony po 1439 roku, szybko stał się gniazdem rozbójników łupiących karawany na trakcie z Wrocławia do Czech. W 1443 roku wrocławianie z wojskami biskupimi oblegli warownię i roznieśli ją tak skutecznie, że dziś z całego założenia zostały fundamenty i fragmenty murów, odsłonięte przez archeologów w 2003 roku. Resztę zrobił las: przez pięćset lat dosłownie pochłonął górę razem z jej historią.

Człowiek wrócił na szczyt dopiero w 2012 roku — tym razem z pokorą, stawiając obok ruin piętnastometrową drewnianą wieżę widokową w kształcie latarni, ze spiralnymi schodami. Wstęp jest bezpłatny, a widok sięga od Ślęży po Śnieżnik i — przy dobrej pogodzie — Karkonosze. Na szczyt prowadzi 250-metrowa ścieżka edukacyjna z tablicami przyrodniczymi (świetna z dziećmi) albo łagodna droga okrężna, którą podjedzie wózek. Jesienią, gdy bukowo-dębowe stoki zmieniają kolor, krótki spacer zamienia się w kąpiel w złocie.

Kliczków — park, w którym pochowano konie

Trzy kamienne nagrobki cmentarza koni w Kliczkowie w cieniu starych drzew parku zamkowego
Cmentarz koni w Kliczkowie, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

W Borach Dolnośląskich, kilka minut spacerem od bajkowego zamku Kliczków, stoi w cieniu starych dębów rząd skromnych kamieni. To jedyny w Polsce cmentarz koni — nekropolia, na której ród zu Solms-Baruth chował od lat 80. XIX wieku swoje wierzchowce i psy myśliwskie. Z kilkunastu płyt przetrwały trzy: nagrobek konia Juno z 1938 roku, nieczytelna płyta psa ze śladami po kulach (najpewniej pamiątka po żołnierzach Armii Czerwonej) i współczesny kamień klaczy Zacatecy, dostawiony w 2009 roku przez lokalną fundację — znak, że tradycja nie umarła.

Dla miłośnika przyrody równie ważne jest tło: nekropolia leży w parku krajobrazowym projektu Eduarda Petzolda, ucznia wielkiego Petera Josepha Lenné. Z pierwotnych 80 hektarów komponowanego krajobrazu zostało dziś siedem — ale wciąż czyta się w nich XIX-wieczną ideę parku jako dzieła sztuki, w którym rodzime dęby sąsiadują z egzotami. O tym, co rośnie w takich założeniach, pisaliśmy szerzej w tekście o roślinach zabytkowych parków pałacowych Polski i Czech — Kliczków to modelowy przykład. Wstęp do parku i na cmentarz jest bezpłatny; pamiętajmy tylko, że to miejsce pamięci, choć nietypowej — obowiązuje zwykła cmentarna cisza.

Świdnica — dziki, które weszły do miasta (z brązu)

Rodzina sześciu dzików z brązu na skwerze w Świdnicy, w tle kwietnik z bratkami
Pomnik dzików w Świdnicy, fot. Dolnośląska Organizacja Turystyczna

Finał trasy jest przewrotny: zwierzę, które w całej Polsce naprawdę schodzi do miast, w Świdnicy dostało pomnik. Na skwerze przy ulicy Franciszkańskiej, tuż obok biblioteki, od 25 kwietnia 2014 roku „pasie się” odlana z brązu rodzina sześciu dzików — dorosły i pięć warchlaków, razem 1,2 tony. Rzeźbiarz Grzegorz Łagowski dodał kompozycji humoru: jeden warchlak nosi okulary, drugi siedzi na zamkniętym kufrze. Ten kufer to nie fantazja — pod skwerem naprawdę spoczywa kapsuła czasu z pamiątkami świdniczan, zakopana w 2013 roku z terminem otwarcia za sto lat. Dziki jej strzegą.

Skąd dziki w Świdnicy? Z herbu — czarny odyniec widnieje w nim od nadania w 1452 roku, a na pieczęci ławników już od 1335 roku. Muzeum Dawnego Kupiectwa przytacza smakowitą hipotezę: dzik trafił na pieczęć prawdopodobnie przez… niemieckie skojarzenie słowiańskiej nazwy „Świdnica” ze słowem Schwein. Jeśli tak, to najsympatyczniejszy pomnik miasta upamiętnia siedemsetletnie nieporozumienie językowe. Rzeźba jest dostępna całą dobę i bezpłatnie, a wypolerowane ucho dorosłego dzika zdradza lokalny zwyczaj: potrzesz — będzie szczęście.

Trasa w pigułce

  • Kolorowe Jeziorka (Wieściszowice) — pętla 1,9 km, wstęp bezpłatny, parking ~10 zł; najlepiej wiosną i jesienią; kąpiel zabroniona.
  • Kamieniołom Strzelin — punkt widokowy przy ul. Mikoszowskiej, całoroczny, bezpłatny; wycieczki z przewodnikiem raz w roku (wrzesień).
  • Gromnik — parking bezpłatny pod wzgórzem, ścieżka 250 m lub droga dla wózków; wieża bezpłatna, sezonowo.
  • Cmentarz koni, Kliczków — park zamkowy, wstęp wolny, cały rok; 15 km od Bolesławca.
  • Pomnik dzików, Świdnica — skwer przy ul. Franciszkańskiej, 24/7, bezpłatnie.

Geograficznie to dwa wypady: zachodni (Kliczków + Kolorowe Jeziorka — Bory Dolnośląskie i Rudawy Janowickie) oraz wschodni (Strzelin + Gromnik + Świdnica — Przedgórze Sudeckie). Każdy mieści się w jednym dniu z nawiązką; razem robią z października dwa piękne weekendy.

Najczęstsze pytania

Dlaczego w Kolorowych Jeziorkach nie wolno się kąpać?

Bo to nie są stawy, tylko zalane wyrobiska po kopalniach pirytu. Woda Purpurowego Jeziorka jest chemicznie rozcieńczonym kwasem siarkowym i może poparzyć skórę, a strome brzegi kryją niestabilne rumowisko. Jeziorka ogląda się z brzegów i kładek — i to w zupełności wystarczy, bo cała ich atrakcyjność jest wizualna.

Kiedy Kolorowe Jeziorka mają najładniejsze barwy?

Wiosną po roztopach i jesienią po deszczach — wtedy woda stoi najwyżej, a kolory są najintensywniejsze. W suche lata Żółte i Zielone Jeziorko potrafią zniknąć zupełnie. Październikowa wizyta łączy wysoką wodę z jesiennymi kolorami lasu, co daje najbardziej fotogeniczną wersję tego miejsca.

Czy te miejsca nadają się na wycieczkę z dziećmi?

Bardzo. Trasy są krótkie (Jeziorka 1,9 km, Gromnik 250 m podejścia ze ścieżką edukacyjną), dziki w Świdnicy to gotowa atrakcja dla najmłodszych, a kamieniołom w Strzelinie robi na dzieciach wrażenie „wielkiej dziury” w najlepszym sensie. Uwaga tylko przy jeziorkach — dzieci trzymamy z dala od brzegów — i na cmentarzu koni, gdzie obowiązuje cisza.

Czy cmentarz zwierząt to nie jest dziwactwo?

W XIX wieku upamiętnianie ulubionych koni i psów było na europejskich dworach wyrazem nowej wrażliwości wobec zwierząt — sentymentalizm i romantyzm traktowały je jako członków dworskiej wspólnoty. Kliczkowska nekropolia jest ostatnim takim miejscem w Polsce, więc to raczej dokument historii relacji człowieka ze zwierzętami niż osobliwość.

Czy można wejść do kamieniołomu w Strzelinie?

Na co dzień nie — to czynny zakład górniczy, ogrodzony i strzeżony. Wyrobisko ogląda się z bezpłatnego punktu widokowego przy ul. Mikoszowskiej, dostępnego cały rok. Jedyna okazja, by przejść krawędzią wyrobiska z przewodnikiem, trafia się raz w roku podczas wrześniowego Święta Strzelina — obowiązują zapisy i kaski.

Zanim wyruszysz

Wieża na Gromniku bywa otwierana sezonowo — przed wyjazdem warto potwierdzić dostępność w gminie Strzelin. Przy jeziorkach i na Gromniku trzymaj się wyznaczonych ścieżek: hałdy i gołoborza są niestabilne, a to wciąż teren przyrodniczo wrażliwy.

Wszystkie opisane miejsca należą do mniej znanych atrakcji pogranicza polsko-czeskiego, promowanych w ramach projektu Odkryj Ukryte Klejnoty, realizowanego z programu Interreg. Więcej takich miejsc — po obu stronach granicy — znajdziesz na stronie projektu.

Źródła: projekt „Odkryj Ukryte Klejnoty” (Interreg Polska–Czechy), Dolnośląska Organizacja Turystyczna, Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy, Lasy Państwowe. Zdjęcia: Dolnośląska Organizacja Turystyczna. Stan na październik 2026.

Odkryj Ukryte Klejnoty II. Baner informacyjny projektu Interreg

Ilona to autorka i ekolog, absolwentka studiów z dziedziny ochrony środowiska. Jako wegetarianka z pasją do roślin, w szczególności do swojej kolekcji monster, i kundelkiem Waflem u boku, Ilona pisze inspirujące i naukowo poparte artykuły. Jej teksty oferują praktyczne rady i spostrzeżenia na temat zrównoważonego życia i wpływu na środowisko. 🌱🐾