Płonący las
Ochrona przyrody

Zniszczenie lasów było blisko

Wojny to czas chaosu i dezorganizacji życia. Historia Polsce ich nie szczędziła. W czasie wojen dotkliwe straty ponosiła polska przyroda, w tym przede wszystkim lasy, i to zarówno w odległej przeszłości, jak i całkiem niedawno, podczas obydwóch wojen światowych. W 1919 r. Władysław Szafer po wizycie w Puszczy Białowieskiej zanotował: „…przez czas trwającej tutaj okupacji niemieckiej, stwierdzić trzeba, że efektem tej olbrzymiej pracy, wyrażającej się najlepiej bodaj ilością 23 traków (gatrów) dzień i noc czynnych w pięciu wielkich tartakach, było przerobienie i wywiezienie z Puszczy z góry 1 miliona m3 doborowego materiału i pozostawienie na składach surowych, lub na deski pociętych kloców w ilości około 1/2 miliona m3”. Dalej zaś pisał: „z obszaru leśnego o powierzchni (…) 160000 ha, wycięli Niemcy doszczętnie (…) 5760 ha.” A trzeba pamiętać, że Puszcza Białowieska nie była przecież jedynym tak mocno eksploatowanym lasem na terenach Polski.

Ale nie zniszczenia wojenne chciałbym tu opisywać, a to co stało się po I wojnie światowej i odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości. Otóż okazuje się, że o mały włos sami Polacy nie przyczynili się do jeszcze większej dewastacji lasów. Zniszczony wojną kraj potrzebował do odbudowy olbrzymich ilości drewna. Stąd pojawiały się przepisy nakazujące przekazywanie części pozyskanego drewna na odbudowę. Akurat w tym trudno upatrywać szczególnego zagrożenia dla istnienia lasów, ale inne przepisy oraz brak odpowiednio zorganizowanej i wykształconej administracji leśnej, spowodowały gwałtowne nasilenie wycinek w najdorodniejszych drzewostanach. Dotyczyło to zarówno lasów prywatnych, jak i państwowych. Olbrzymi popyt na drewno przez kilka lat utrzymywał się zarówno w kraju, jak i za granicą. Z przekazów z tamtych czasów wynika, że dla polskich kniei dużo groźniejsze były zamówienia zagranicznych kontrahentów niż nasze wewnętrzne potrzeby. Na dowód tego przytoczę przykład Puszczy Białowieskiej, ale wcześniej warto przybliżyć sytuację prawną lasów w Polsce.

Większość z nich (ok. 70 proc.) należało do prywatnych właścicieli. W pozostałych gospodarowała państwowa służba leśna, podlegająca ministerstwu rolnictwa, które nie widziało potrzeby specjalnego traktowania lasów. Zarówno lasów prywatnych, jak i państwowych dotyczył system przetargowy, w którym drzewostany kupowało się przeważnie na pniu. Kupcy po wycięciu lasu nie przejmowali się jego odnowieniem. Zabierali drewno i robotników, których zatrudniali i zrąb pozostawiali własnemu losowi. Wiele lasów nie posiadało planów urządzania, a kolejne kwatery były sprzedawane od razu, gdy trafiał się chętny. Ten plądrowniczy sposób gospodarowania nie był może regułą, ale stosowany był na tyle często, że światli leśnicy zaczęli używać dla niego specjalnego określenia: Mówili, że w polskich lasach gospodaruje się „za pomocą sił przyrody i kupców”. W początkach lat 20. XX w. nie udawało się ograniczyć eksportu polskiego drewna. Gdy udało się wprowadzić całkowity zakaz wywozu surowca z kraju bez zgody Ministerstwa Rolnictwa i Dóbr Publicznych, bardzo szybko przepis anulowano, a sprawę eksportu drewna odebrano resortowi rolnictwa i przekazano ministrowi skarbu, dla którego oczywiście priorytetem były przychody. W efekcie roczny eksport drewna okrągłego wzrósł ze 140 tys. m3 w 1920 r. do ponad
5 mln m3 w roku 1923!

Rabunkowa eksploatacja olbrzymich połaci leśnych wciąż się rozwijała. Bardzo głośna w tamtym okresie była sprawa lasów białowieskich. W 1921 r. minister skarbu Jerzy Michalski ogłosił pomysł sprzedaży jednej z zachodnich firm prawa do wycinki 0,5 mln m3 puszczańskiego drewna rocznie. Zezwolenie to miało obowiązywać 20 lat, a więc łącznie miało dać możliwość wycinki 10 mln m3 drewna. Mimo protestów naukowców i rodzącego się dopiero ruchu ochrony przyrody, kontrakt z angielską firmą „The Century European Corporation” podpisano wiosną 1924 r. Zmieniono nieco jego szczegóły, okres eksploatacji skrócono do 10 lat. Już w pierwszym roku prac w pień wycięto 2 tys. ha lasu. Po 5 latach, strona polska zerwała umowę, ale nie dlatego, że dostrzegła swój błąd, lecz z powodu niewywiązywania się Anglików z płatności. Nie zmienia to faktu, że w wolnej Polsce doprowadzono do dewastacji lasów większej niż w czasie okupacji.

Oczywiście środowisko polskich przyrodników, naukowców i leśników nie pozostawało obojętne. Wielokrotnie wypowiadali opinie zarówno co do całości spraw związanych z lasami, jak i w konkretnych przypadkach. W sprawie Puszczy Białowieskiej szczególnie głośną krytykę pojęli Józef Paczoski, kierownik Parku Narodowego w Białowieży i prof. Rafalski leśnik z Poznania. Zarówno te jak i dziesiątki innych, płynących z całej Polski głosów, zostały dostrzeżone w Sejmie w 1923 r. Już w styczniu poseł Adam Chętnik ze Związku Ludowo-Narodowego, złożył tzw. wniosek nagły „w sprawie wstrzymania bezplanowego wyrębu i wywozu za granicę lasów Puszczy Kurpiowskiej”. W podpisanym przez 31 posłów piśmie czytamy: „Niemcy podczas okupacji wyrąbali od 1/4 do 1/3 najpiękniejszych części puszczy, wywożąc budulec 150-250-letni. Obecnie władze nasze leśne tną w dalszym ciągu całe przestrzenie lasu 80-90-letniego. Najlepszy budulec sprzedawany jest całymi działkami Niemcom i Żydom na wywóz w stanie nieobrobionym do Prus…”. I dalej: „przestrzenie wyrąbane są tylko małym procencie obsiewane, pozatem leżą odłogiem…” (pisownia oryginalna). Posłowie domagali się wstrzymania eksportu kurpiowskiego drewna do czasu odbudowania zniszczeń wojennych w rejonach pozyskania. Podobnych wniosków musiało być więcej, gdyż w maju 1923 r. Sejm podjął uchwałę „W sprawie niszczenia lasów w Polsce i wywozu drewna za granicę”. Jak widać na przykładzie Puszczy Białowieskiej, starania te nie przyniosły oczekiwanych efektów.

Na szczęście byli w Polsce ludzie, którzy dostrzegali niebezpieczeństwo grożące lasom i starali się temu zapobiec. Działająca od 1920 r. Tymczasowa Komisja Ochrony Przyrody, przekształcona później w Państwową Radę Ochrony Przyrody, ze stojącym na jej czele prof. Władysławem Szaferem, robiła wszystko, by ochronić najcenniejsze kompleksy leśne. W tym dziele bardzo ściśle współpracowała z istniejącymi od 1924 r. Polskimi Lasami Państwowymi, w których znalazło się wiele osób widzących potrzebę zachowania leśnego bogactwa. W 1937 r. prof. Szafer w sprawozdaniu z działalności PROP o współpracy tej napisał: „praca nad organizacją parków narodowych rozwinęła się od pierwszego roku istnienia Rady (…). Wyraźnie zaznaczam, że akcję tę prowadziły równocześnie także różne inne czynniki (…), a zwłaszcza Lasy Państwowe, które na tym polu mają największą zasługę.” W tym samym roku na 180 istniejących rezerwatów, aż 120 były rezerwatami leśnymi.

Wspomniane przez prof. Szafera Lasy Państwowe powstały również, choć nie wyłącznie, z powodu złego powojennego zarządzania obszarami leśnymi. Szczególnie doniosłą rolę w ich powstaniu odegrał Adam Loret, którego wizja sprawnie, ale przede wszystkim planowo, a nie plądrowniczo zarządzanych lasów, musiała przez dziesięć lat przebijać się przez ciasne umysły polityków. Nie bez znaczenia były również działania stowarzyszeń chroniących przyrodę oraz osób prywatnych. W 1936 r. Liga Ochrony Przyrody była właścicielem 4 rezerwatów przyrody, Polskie Towarzystwo Tatrzańskie – 2, zaś prywatni właściciele ponad 50, co w sumie dawało 1/3 wszystkich rezerwatów.

Fot. jplenio